Nowa Amarya

Nowa Amarya

Jeszcze nie zdążyłam użyć kosmetyków z wcześniejszego pudełka, a już mam kolejne:) Tym razem przyszło na czas, miałam miłą niespodziankę kiedy wróciłam z pracy.

Świeca NEOM, bardzo luksusowa- wosk to 100% oleje naturalne. Jest zapakowana z kartonowe pudełeczko. Jest to mniejsza wersja, dostępna w cenie 13 funtów, sporo jak na świeczkę. Bardzo chciałam ją wypróbować, będę miała okazję! Uwielbiam świece, palę je prawie codziennie wieczorem. Dostałam wersję Happiness.

Dużo słyszałam o naturalnych lakierach do paznokci ZOYA. Są drogie- kosztują 10 funtów i podobno nietrwałe, teraz się przekonam i napiszę jak się sprawdził. Buteleczka ma pojemność 15 ml. Mam odcień avery, bardzo naturalny, cielisty kolor. Jutro zacznę testować!

Ostatni jest krem z Essential Care do skóry suchej i dojrzałej. Przyda mi się zwłaszcza teraz, bo zima w Anglii dopiero się zaczęła i mrozy dają się we znaki mojej skórze. Głównym składnikiem jest avokado, poza tym jest bogaty w oleje i ekstrakty roślinne. Na opakowaniu widnieje certyfikat Soil Association.
Dostałam też próbkę kremu nawilżającego z różą z tej samej firmy.

Kolejny raz nie zawiodłam się na pudełku, zastanawiałam się czy zostać przy tej subskrypcji, ale jeszcze się wstrzymam z odwołaniem. Nie zdecydowałbym się na kupno tych produktów, a tam mam je o wiele taniej i mogę sie przekonać czy są warte uwagi.
Pozdrawiam:)
Zielony szejk

Zielony szejk

Wróciłam padnięta z pracy i nie miałam ochoty na długie gotowanie. 
Szybko zrobiłam coś co postawiło mnie nie nogi:) 
PYCHA!!
Wrzuciłam do blendera:
2 banany
2 gruszki
jabłko
garść orzechów włoskich (najlepiej namoczyć je 3 godziny wcześniej)
garść pestek słonecznika
dwie duże garście szpinaku
3/4 szklanki wody
Jabłek i gruszek nie obierałam, wycięłam środek. 
Taka porcja wystarczy dla dwóch osób.

Daje sporo energii i super smakuje!
Dobry sposób na przemycenie szpinaku i innych liści dla tych, którzy za nimi nie przepadają.
Ważne,żeby wybierać owoce i warzywa dobrej jakości, lepiej kupić mniej apetyczne jabłka na bazarku niż te wyświecone z supermarketu. 
Zielone szejki polecam pić codziennie:) Jak tylko jestem w domu to chętnie je pijemy. W zależności od tego co jest pod ręką warzywne albo owocowe, a najczęściej mieszane:)
A Wy je lubicie? 
Pozdrawiam:)
Demakijaż z Born to Bio

Demakijaż z Born to Bio

Piękne opakowania kusiły mnie od dawna, ale dopiero niedawno kupiłam kilka produktów francuskiej marki Bleue Planet- Born to Bio. Wszystkie produkty mają piękne opakowania oraz certyfikat Ecocert (Cosmebio).

Mleczko do demakijażu twarzy ma w składzie między innymi aloes, bambus i lawendę. Konsystencja jest dość płynna jak na mleczko.  Oczyszcza twarz, jednak nie nadaje się do zmywania oczu. Raz spróbowałam i okropnie mnie piekły. Mimo to lubię ten produkt, na co dzień maluje się delikatnie i z takim makijażem radzi sobie świetnie.  Do tego przyjemnie pachnie i zostawia moją skórę nawilżoną. Jest wydajny. Chętnie używam go rano do przemywania twarzy. Jest ważna przez 6 miesięcy po otworzeniu.


Dziwi mnie polska cena, zapłaciłam za niego niecałe 4 funty, a w sklepach internetowych widzę cenę 44,90. To duże przebicie. Podobnie z żelami pod prysznic, zachwycałam się nimi, ale 25-28 zł za  250 ml. to sporo. Tu kupiłam je za około 3 funty.
Używam jeszcze innych kosmetyków Born to Bio i niebawem zrobię o nich wpisy. To kolejna francuska marka godna uwagi.
W Polsce można ją dostać w sklepach internetowych, na przykład tu.
Widziałam je też w sieci sklepów ekologicznych- Organic Farma Zdrowia.
Ja swoje kosmetyki zamówiłam w tym sklepie. Pewnie skuszę się na więcej.
Pozdrawiam i do usłyszenia!
Akcesoria The Body Shop

Akcesoria The Body Shop

Najczęściej odwiedzam The Body Shop w czasie wyprzedaży. Nie patrzę na kosmetyki, ale ruszam na akcesoria:) Do wielu wracam od lat i nawet nie szukam zamienników.
Na pierwszym miejscu jest drewniany grzebień.

Prosty i zarazem piękny. Bardzo poręczny, nie brakuje mi rączki. Lekki, idealny do torebki, dobrze rozczesuje moje poplątanie po umyciu włosy. Posiada certyfikat FSC, drewno z takim oznaczeniem pochodzi z lasów, które spełniają surowe normy środowiskowe. Warto kupować rzeczy z tym znakiem.
Koszt to około 20 zł.

Mam też małą szczotkę, ale zdecydowanie wolę grzebień. Rzadko jej używam, leży w domu i sięgam po nią bardzo okazjonalnie. Kupiłam z ciekawości, bo nie używałam wcześniej szczotek. Dobrze rozczesuje, nie elektryzuje włosów. Koszt podobny do grzebienia, dokładnie nie pamiętam.

Absolutnym odkryciem była szmatka muślinowa. Pierwszy raz zakupiłam ją właśnie w The Body Shop. Przyznaję, że nie specjalnie wierzyłam w jej działanie. Kawałek materiału oczyszcza skórę niewiarygodnie dobrze!! Efekt nie jest widoczny od razu, ale po kilku miesiącach codziennego stosowania dołączam do grona jej wielbicieli. Szmatka to luźno tkany bawełniany materiał, który działa dość mocno złuszczająco na skórę. Z tego co pamiętam to za 3 sztuki zapłaciłam 24 zł.
Codziennie używam i polecam Wam gorąco!

Kolejnym odkryciem jest rękawica do mycia ciała.

Wreszcie coś solidnego, spokojnie mogę ją prać, nic się jej nie stanie. Działa jak porządny peeling, mocno masuje skórę. Niedawno ją wymieniłam, bo pierwsza była już mocno wysłużona. Nie lubię cienkich rękawic, które trzeba non stop zmieniać. Ta kosztuje około 30 zł., ale zawsze kupowałam ją w promocji 2 za 3 lub przy obniżkach.

Ostatni jest ręcznik do twarzy, chyba służy też do mycia twarzy, dostałam go kiedyś w prezencie i używam do wycierania buzi. Mam w tym celu jeszcze kilka małych ręczniczków, bo nie mogłabym wytrzeć twarzy i reszty ciała tym samym.

Szczotki do ciała nie będę już opisywać, ciągle jest w użyciu.

To już tyle, a Wy znacie te produkty? Może polecicie coś jeszcze?

03.02.2012
** Zastanawiam się od zamieszczenia tego wpisu nad tym czy rzeczywiście nie bojkotować TBS. Używam też Sanoflore, bo sporo produktów wygrałam.  Nie wyrzucę tego co mam, ale nie kupię ich więcej z własnej woli. Nie mogę liczyć, że wielki koncern testujący na zwierzętach zmieni swoje postępowanie wobec nabytych kilku mniejszych firm. Szkoda, trzeba uważać i kupować zgodnie z sumieniem. Czasem nie da się uniknąć takich wpadek. Niedawno odkupiłam  sobie myjkę i przy okazji kupiłam dla Was jeden z produktów TBS, więc jak zrobię rozdanie znajdzie się wśród nagród.
Musiałam to napisać, bo nękały  mnie wyrzuty sumienia po tym poście..:)
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze!
Biodegradowalna guma do żucia

Biodegradowalna guma do żucia

Już długo nie żułam gum i nie tęskniłam za tym, ale tych nie mogłam sobie odmówić.


 Zrezygnowałam ze zwykłych gum, bo po przeanalizowaniu składu stwierdziłam, że nie ma sensu połykać tylu szkodliwych substancji i to kilka razy dziennie. Poza tym zwykła guma się nie rozkłada i tym samym nie jest przyjazna naszej Planecie.
W gumach Chicza skład jest prosty, oparty na naturalnych składnikach. Sok z drzewa chicza stanowi gumową bazę, reszta to owoce, zioła i przyprawy.


Wypróbowałam dwa smaki: miętowy i cytrynowy. Mięta nie jest mocna, ma słodkawy smak, jest bardzo dobra, niestety smak utrzymuje bardzo krótko. Po 2-3 minutach musimy ją wyrzucić, traci smak i twardnieje.
Cytrynowa również bardzo mi smakuje, ale zachowuje się tak samo.

Ich ogromną zaletą jest biodegradowalność! Wszystko wraca z powrotem do ziemi. Nie ma mowy o przyklejaniu gum do ławek, krzeseł i całej reszty przedmiotów, w ogóle nie są lepkie :)

Produkt pochodzi z Meksyku.
Po rozpakowaniu wygląda to tak..


W opakowaniu jest 12 gum, koszt to 2,5 funta, sporo jak na jedną paczkę. Kupiłam je w ukochanym Whole Foods Market. Cieszę się, że spróbowałam, ale nie jest to produkt bez którego nie mogę się obejść. Lubię takie nowości:) Chętnie kupię inne smaki.
Copyright © 2016 Ekocentryczka , Blogger