Douglas- kilka moich kosmetycznych wyborów

Douglas- kilka moich kosmetycznych wyborów

W ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się na rynku sporo ciekawych marek kosmetycznych. W tym wiele polskich. Szczególnie cieszy mnie duży wybór kolorowych kosmetyków z dobrym składem, mimo ze nie kupuję ich wiele, chcę mieć wybór. Opisałam kilka produktów, po które wracam regularnie i mogę polecić, do których wracam regularnie. Jest trochę kolorowych produktów, a później ulubiona pielęgnacja, którą mam przetestowaną znacznie lepiej. 

Jako pierwsze chciałam polecić balsamy do ust Hurraw, które często zamawiałam ze Stanów, albo prosiłam kogoś do przywiezienie. Cieszy mnie, że teraz są też u nas. Mają naturalny skład, sporo smaków do wyboru, są ładne. Balsam do ust mam zawsze ze sobą i lubię je często wymieniać, żeby się nie nudziły. Ten jest w gronie faworytów.

Honest Beauty to marka kosmetyczna Jessicy Alby, szczególnie kolorówka zwraca uwagę. Jeśli chodzi o pielęgnację, wybieram głównie polskie marki, których jest coraz więcej. Z Honest Beauty przetestowałam kilka produktów, co sprawdziło się najlepiej? 

Kolorowe pomadki do ust, które są jak balsamy pielęgnacyjne. Kolor można stopniować, im więcej pociągnięć, tym usta nabierają intensywniejszej barwy. Miałam  trzy odcienie, pomadki używam praktycznie każdego dnia. W składzie mamy wiele odżywczych składników takich jak olej z awokado, jagoda acai, granat, które odżywiają usta. Kolor nie jest super trwały, ale utrzymuje się kilka godzin. Dla mnie najważniejsze są naturalne pigmenty, pomadkę zjadamy w ciągu dnia, dobrze kiedy ma jak najprostszy skład. 



Drugim ulubionym produktem jest róż do policzków Creme Cheek Blush, Honest Beauty  w kolorze Rose Pink. Kremowy róż nakładam palcami, dobrze się rozprowadza i wygląda bardzo naturalnie. Można też używać go jako pomadki. Utrzymuje się na twarzy cały dzień, intensywność można stopniować. Jest bardzo wydajny. Kolor w opakowaniu wydaje się ciemniejszy niż jest w rzeczywistości. 


Do kilku lat kiedy potrzebuję podkładu, wybieram kosmetyki mineralne. Bardzo lubię ten podkład Annabelle Minerals, miałam już kilka opakowań. Daje naturalny efekt, skóra wygląda po nim świeżo. Można nałożyć jedną lub więcej warstw. Sprawdza się u mnie bardzo dobrze. Cenię kosmetyki mineralne, za dodatkowy efekt pielęgnacyjny skóry. Wybieram produkty matujące, która najlepiej się u mnie sprawdzają. Trzymam się odcienia Golden Fair. Wiele moich koleżanek przerzuciło się na kolorowe kosmetyki mineralne i są zadowolona. Podkłady Annabelle mają w składzie tylko cztery składniki: mika, tlenek cynku, dwutlenek tytanu i koloryzujące tlenki żelaza oraz ultramaryny. Tyle wystarczy, żeby zapewnić krycie i naturalny wygląd. Tlenek cynku to składnik, działa antybakteryjnie i świetnie sprawdza się na mojej przetłuszczającej się skórze. Polecam sprawdzić go na swojej skórze. 



Przechodząc do pielęgnacji, mogę polecić polską markę D'Alchemy, której krem nawilżający jest jednym z lepszych jakich używałam. To dobry kosmetyk, szczególnie na zimniejsze miesiące. Mocno poprawia nawilżenie skóry, dzięki zawartości wielu ekstraktów owocowych, pachnie pięknie. Ma treściwą konsystencję i lepiej stosować do w niewielkich ilościach. Miałam też krem do rąk i balsam do ciała, a teraz chciałabym poznać kilka innych kosmetyków do pielęgnacji twarzy. To taka marka premium wśród polskich kosmetyków, podobają mi się opakowania i filozofia marki. Zamówiłam krem ponownie, będzie jak ciepła kołderka dla skóry w chłodniejsze dni. 


Na koniec moje ukochana polska marka Iossi, której większość kosmetyków miałam i chętnie do nich wracam. Jednym z produktów które mam zawsze w łazience jest cytrusowa esencja Iossi z kwasami AHA. Stosowana regularnie poprawia wygląd skóry i nawilżenie skóry. Przyjemnie pachnie i jest niezbędna w mojej pielęgnacji. Naffi to najlepszy kremIossi nawilżający dla skóry przetłuszczającej. Dobrze ją balansuje i utrzymuje nawilżenie. Od kilku lat wracam do niego i zawsze jestem zadowolona. Pasta oczyszczająca z węglem Iossi to mocny kosmetyk, działa skutecznie. Lubię zostawić do na twarzy na 2-3 minuty, dla lepszego efektu. Nie stosuje jej często, może dwa razy w miesiącu, daje przyjemny efekt chłodzenia i odświeżenia skóry. Bardzo to lubię. W łazience mam też maski do twarzy Iossi na bazie glinek, w różnymi dodatkami. Stosuję je w zależności od potrzeb skóry. O kosmetykach Iossi mogłabym jeszcze długo pisać, ale te produkty zdecydowanie są u mnie w czołówce i polecałabym zacząć od nich. 

https://iossi.eu
https://iossi.eu

Dobrze widzieć taki wybór w drogeriach Douglas, znajdziecie tak też wiele innych dobrych naturalnych produktów. Macie jeszcze coś do polecenia? 



Główny Szlak Beskidzki- noclegi i koszt wyprawy

Główny Szlak Beskidzki- noclegi i koszt wyprawy

Główny Szlak Beskidzki to ponad 500 kilometrów przygód i pięknych widoków. Dla mnie było to 20 dni na szklaku. Można to zrobić szybciej i wolniej, to było optymalne, żeby przejść GSB i cieszyć się każdym dniem na szlaku, bez większego zmęczenia i przeciążenia. 





To najdłuższy wyznaczony w Polsce szlak górski, każdego roku przyciąga coraz więcej osób. Ma blisko sto lat  i jak nazwa wskazuje prowadzi głównymi pasmami polskich Beskidów. Omija Beskid Mały, Makowski i Wyspowy, które można przejść wybierając krótszy Mały Szlak Beskidzki, mam go w planie:) Dla mnie początkiem trasy był Ustroń w Beskidzie Śląski, końcem bieszczadzkie Wołosate, ale można obrać też odwrotny kierunek. Najwyższymi szczytami na trasie są Babia Góra, Radziejowa, Turbacz i Tarnica, ale po drodze jest jeszcze wiele innych szczytów. 

Pierwszy raz o czerwonym szlaku usłyszałam kilkanaście lat temu, kiedy jeżdżąc w Bieszczady spotkałam pana, który kończył tam wędrówkę. Kiedyś wydawało mi się, że nie dam rady wytrzymać na szlaku z ciężkim plecakiem, ale nie okazało się to aż takie trudne. W styczniu tego roku postanowiłam, że spróbuję. Przyjaciółka zdecydowała się iść ze mną, co znacznie ułatwiło sprawę. Przyjemniej jest planować i wyruszyć na trasę razem. Wpisałyśmy w kalendarz 13 sierpnia jako start i 4 września jako koniec. Tyle dałyśmy sobie czasu, ale nie miałyśmy konkretnego planu. Kupiłam przewodnik, sprawdziłam kilka blogów z planem wyprawy, ale zarezerwowałam tylko pierwszy nocleg. Ciężko przewidzieć gdzie się dotrze, jaka będzie pogoda. Ta mocno nam weryfikowała plany, pierwsze 11 dni cały czas było burzowo, ale udało się większość dni przejść suchą stopą. Często wychodziłyśmy o świcie, żeby zdążyć dotrzeć do celu przed burzą. 

Miesiące wakacyjne były moim pierwszym pomysłem, chciałam zapakować się w jak najlżejszy plecak i uniknąć niskich temperatur, żeby nie zabierać wielu ciepłych ubrań. Plan się udał.

GSB- jak się przygotować? 

Nie wiem czy wstając z kanapy uda się przejść cały szlak, a nawet jeśli, może się to skończyć przemęczeniem czy kontuzją. Biegam regularnie, średnio pokonuję około 40 km tygodniowo, dlatego nie przerażały mnie codzienne dystanse, a bardziej plecak, który trzeba nosić. Dlatego kilka miesięcy wcześniej zaczęłam chodzić po górach z plecakiem. Od marca zaplanowałam comiesięczny weekendowy wypad w góry, na który zabierałam cięższy plecak około 6-7 kg. Z takim obciążeniem weszłam między innymi na Trzy Korony, Ciemniak, Kasprowy Wierch, Rysy. To uspokoiło moje obawy, wiedziałam że dam radę. 



Suma podejść na całym szlaku to około 22 kilometry, zdarzają się bardzo strome wejścia i zejścia, ale nie wymagają technicznych umiejętności. Łańcuch pojawił się w jednym momencie. Każdy kto ma obawy czy przejdzie, może się uspokoić. Dla osób, które chodzą po górach, nie będzie to ponad siły. Wędrowanie jest dla nas naturalne, warto zadbać o to, żeby nie dźwigać na plecach zbędnych rzeczy. Im mniejszy ciężar, tym lepiej dla stawów i samopoczucia na trasie. 

Byłam zdziwiona tym, że na trasie nic mnie nie bolało, nie miałam zakwasów, nie byłam też mocno przemęczona. Szłyśmy dość szybko, często na miejscu byłyśmy około 14-15, był czas na odpoczynek, regenerację i długi sen. Na szlaku rytm dnia się zmienia, wczesne pobudki około 5 sprawiały, że koło 20 czasem kładłam się spać. Wychodząc rano, najczęściej koło południa większość trasy była za nami:) W schroniskach jest normą, że światło w pokoju gasi się po 20, wiele osób wstaje o świcie i wychodzi w trasę. Dzięki temu widziałam wiele pięknych wschodów słońca, szczególnie kiedy spałyśmy w schroniskach na szczycie. 


GSB to przygoda dla każdego zdrowego i wędrującego człowieka:) 

Kilka wskazówek, które mogą się Wam przydać na trasie, moje polecenia miejsc na trasie i noclegów. Wolę mniejsze, przytulne schroniska, ale czasem nie ma wyjścia i trzeba zatrzymać się tam gdzie wypada odpowiedni moment na trasie. Miałam szczęście do noclegów i raczej wróciłabym w każde miejsce, w niektórych bez większego zachwytu. Jest też kilka takich, do których będę chciała wracać co jakiś czas na weekend. 

Noclegi 

Na początku trasy większość noclegów było w pokojach wieloosobowych, później częściej zdarzały się dwójki. Podam Wam ceny i kilka słów o miejscach, bo może to być pomocne. Podaję ceny od osoby, które obowiązywały w 2022 roku. 

1. Stożek, Schronisko PTTK 

Nocleg w pokoju wieloosobowym 60 zł, to duże schronisko, ładne i przyjemne. Minusem przy nocowaniu na najwyższym piętrze, jest łazienka w piwnicy, ale jedną noc można tak przetrwać. Wiele osób wybiera wcześniejsze schronisko Soszów, ale akurat tego dnia była u nich impreza i nie było możliwości noclegu. W Stożku była smaczna zupa pomidorowa :) 

2. Przysłop pod Baranią Górą, Schronisko PTTK

Nocleg w pokoju wieloosobowym 60 zł. To najbardziej luksusowy obiekt na trasie, odnowiony budynek, piękne pokoje i łazienki. Dobra kuchnia, nawet z opcjami wegańskimi. Ładne obrazy na ścianach, przyjemne miejsce. 

Trasa tego dnia była krótka i na dłużej zatrzymałyśmy się w Stecówce. Przy zagrodzie z owcami, które dawały piękny koncert swoimi dzwoneczkami. Błoga polana, na której można odpocząć i kupić lokalne wyroby. 










3. Słowianka, Górska Stacja Turystyczna

Do tego miejsca chętnie bym wróciła. Cena za nocleg w pokoju czteroosobowym 50 zł, ale byłyśmy we dwie. Przytulne wnętrze i bardzo przyjemni gospodarze. Nie ma tam możliwości zjedzenia, ale jest dostępna kuchnia, w której można sobie gotować. My szłyśmy od strony Węgierskiej Górki, w której zrobiłyśmy zakupy na trasie. W miasteczku jest Biedronka, ale byłyśmy tam w niedzielę, dlatego musiałyśmy zaopatrzyć się w żabce. 


4. Hala Miziowa, Schronisko PTTK 

Nocleg w pokoju wieloosobowym 65 zł, to duże schronisko trochę bez klimatu, ale poza tym nie mam się do czego przyczepić. Było ok, menu klasyczne schroniskowe, zjadłam ziemniaki z surówkami. Na tej trasie bardziej klimatyczne było schronisko na Rysiance, które było tylko naszym przystankiem na trasie. Przyjemne miejsce, do którego chętnie wrócę, tym razem szłyśmy szybko, bo w prognozach była ostra burza. Przyszła na szczęście kiedy byłyśmy już w docelowym miejscu. 


5. Markowe Szczawiny, Schronisko PTTK 

Nocleg w pokoju wieloosobowym 55 zł, po czterech dniach mijania niewielkiej ilości ludzi na trasie, trochę zdziwiły nas tłumy w tym schronisku. Wieczorem było już znacznie luźniej, a samo schronisko było przyjemne. Jedzenie bez szału, znowu z opcji wege- ziemniaki z surówką. 

Tego dnia na trasie są dwie miłe miejscówki obok siebie, do których można zaglądnąć, żeby napełnić butelki i wypić herbatę czy kawę. Pierwsza stacja Jaworzyna, gdzie można też rozbić namiot, bardzo przyjemne miejsce, panie są super miłe i opowiedziały nam o miejscu. Kilka kilometrów dalej w stacji namiotowej Głuchaczki też warto się zatrzymać i przywitać z ludźmi:) 

6. Hala Krupowa, Schronisko PTTK 

Nocleg w pokoju wieloosobowym 50 zł, niektórzy narzekają na to miejsce, ale zdecydowanie warto się tu zatrzymać. Nawet jeśli nie na nocleg, to na herbatkę z pięknym widokiem. Jest przepięknie i pogoda nam dopisała, spędziłyśmy tu długie południe wygrzewając się na słońcu i słuchając świerszczy. Menu nie powala, ale pokoje całkiem ok. Dla tego widoku będę chciała tam wrócić. 



7. Bacówka PTTK Maciejowa 

Moje ukochane miejsce na tej trasie! Już wcześniej lubiłam tu przychodzić, w drodze na Turbacz, ale nigdy nie zostałam na dłużej. Piękna Bacówka, niewiele miejsc noclegowych, taras z widokiem na Tatry, kiedy jest dobra widoczność. Dobre jedzenie, chociaż jest też kuchnia turystyczna i możliwość ugotowania swojego posiłku. Nocleg kosztuje tu 60 zł, ale osób idących GSB 30 zł:) Będę chciała tu wrócić jak najszybciej. Bardzo zadbane miejsce i prowadzone z sercem. 

Dobrze dotrzeć do przyjemnego miejsca, bo ten dzień był jednym z nudniejszych na trasie, gównie przez długą trasę z Jordanowa do Rabki, którą trzeba odbyć asfaltem. Dzień był upalny. Dobrze, że w Rabce można było zrobić zapasy i poleżeć w parku. Na Maciejową było już niedaleko. 





8. Studzionki, Noclegi u Chrobaków

Nocleg w pokoju dwuosobowym 50 zł. Przyjemny nocleg i domowe jedzonko. To miejsce pośrodku niczego, ale jeśli się uda, to widoki są piękne. Można zrobić sobie tam też przystanek na trasie, jeśli zadzwonicie wcześniej, będzie szansa na obiad na trasie. 

Dłuższy postój tego dnia zrobiłyśmy na Turbaczu, gdzie widok dopisał. Schronisko na Turbaczu jest piękne, ale trochę bez klimatu. Doceniam za sporo opcji wege w karcie, to też jedyne schronisko, w którym mieli mleko roślinne. 

9. Dzwonkówka

Nocleg w pokoju dwuosobowym 50 zł. Tutaj też domek pośrodku niczego, jest opcja ugotowania czegoś w kuchni, ale nie ma posiłków na miejscu. Nocleg ok, pokój z łóżkiem, ładna łazienka. Przyszłyśmy tam wcześnie i trochę nudno było, bez zasięgu, nie było nic do poczytania, poza codzienną lekturą przewodnika GSB:) 

Przechodziłyśmy przez Krościenko nad Dunajcem, gdzie można zaglądnąć do Lidla, ale akurat byłyśmy w niedzielę. Zaglądałyśmy do jednej z nielicznych restauracji na całkiem dobrego wege burgera. 

10. Rytro

Noclegi u Basi 70 zł za pokój dwuosobowy. Miejsce, które wiele osób poleca na trasie, jest ok. Każdy kto idzie czerwonym szlakiem znajdzie tu miejsce noclegowe. Jest możliwość zjedzenia domowego posiłku, też opcji wege. W Rytrze jest też całkiem dobrze zaopatrzony sklep. 

Gdybym była na tej trasie ponownie zatrzymałbym się w schronisku prywatnym Cyrla jakieś 4 km dalej. Nie było tam miejsca, dlatego zostałyśmy w Rytrze. Do schroniska Cyrla zaglądnęłyśmy w drodze do Krynicy, jest bardzo przytulne. Nie dziwię się, że nie było miejsc. 


11. Goprówka

Nocleg w pokoju wieloosobowym 25 zł, idąc GSB można tu przyjść bez wcześniejszej rezerwacji, znajdzie się miejsce. Spałyśmy w pokoju 15-sto osobowym, ale byłyśmy we dwie. Są też dwójki, w dobrej cenie. Przyjemne miejsce, niedaleko centrum. Możliwość zrobienia zakupów w Krynicy. Mimo 30 km pokonanych tego dnia, udało się jeszcze iść do pijalni wód w Krynicy, to był jedyny raz kiedy po zejściu ze szlaku poszłyśmy jeszcze na miasto, wypić wodę leczniczą:) 

To dzień, w którym przekracza się połowę trasy:) Po drodze jest też schronisko na Hali Łabowskiej, które jest miejscem spotkań miłośników GSB. Było puste kiedy tam dotarłyśmy. Zjadłyśmy tam drugie śniadanie w pięknym widokiem. 

Tego dnia można też zaglądnąć po pieczątkę do schroniska na Jaworzynie Krynickiej. Wiele razy byłam na Jaworzynie, ale w tym schronisku po raz pierwszy. Nie jadłyśmy tam, ale w menu były ciekawe wege opcje i nawet kombucha. 




12. Ropki, Chatka Wędrowca GSB

Siwejka w Beskidzie Niskim to główna agroturystyka, ale właściciele którzy sami lubią szlaki długodystansowe, postawili obok małą Chatkę Wędrowca. Koszt noclegu- 40 zł. Mamy do dyspozycji kuchnie i łazienkę, a na górze kilka miejsc noclegowych, 2 łóżka i 6 materacy. Nie ma rezerwacji, kto pierwszy ten lepszy. Miłe miejsce:) Zaczyna się Beskid Niski, w którym nie ma tylu schronisk, ale są przyjemne agroturystyki. Jest opcja zamówienia posiłku. 


13. Chata u Kasi w Wołowcu

Byłam już wcześniej w tym miejscu i mogę je polecić. Nocleg w pokoju dwuosobowym 70 zł  osoby. Jest możliwość zamówienia posiłku. Chata Kasi jest przytulna, na zewnątrz jest pięknie zadbany ogród, sporo kotów i pies. Idealne miejsce na odpoczynek po trasie. 

Kilka kilometrów dalej jest Bacówka w Bartnem, której nie poleca nikt. Pan, który tam urzęduje ma ksywkę Lenin, jest nieprzyjemny, a sama bacówka choć piękna i położona w lesie, nie zachęca. Zagadnęłyśmy z ciekawości, faktycznie brudno i pan nie zbyt przyjazny. Chociaż zrobił nam jedzenie, ale przy zamówieniu kawy już był problem;) Dostałyśmy ją, chociaż nie bez pouczeń, że trzeba było zamawiać wszystko razem i teraz trzeba będzie czekać. Nie było wielu osób, ale czytając komentarze, widzę że i tak był dla nas wyjątkowo uprzejmy. Polecam zaglądać tutaj, po więcej komentarzy, można się uśmiać. A na nocleg lepiej wybrać inne miejsce. 

14. Cho no tu

Obok domu, w którym można przenocować jest podobno świetna pizzeria, czego nie mogłam sprawdzić, bo akurat trafiłam na sezon urlopowy. Na szczęście obok jest całkiem dobrze zaopatrzony sklep i możliwość ugotowania posiłku. Za nocleg w pokoju czteroosobowym zapłaciłam 45 zł, byłyśmy w pokoju we dwie. To duży dom przy ulicy, ale na szlaku. Nie ma widoków, ale miejsce jest ok. 

Tego dnia na trasie trochę się zgubiłyśmy, w Chyrowej zabrakło znaku wskazującego zakręt. Nadrobiłyśmy kilka kilometrów, a potem już szczęśliwym trafem weszłyśmy z powrotem na szlak. Było wyjątkowo gorąco. Tego dnia można uzupełnić wodę w Pustelni św. Jana z Dukli. A po zejściu trzeba się nastawić na długie podejście na Cergową, nie jest tak stromo, ale bardzo dłużyła się nam ta trasa. 

15. Chata Jana 

To mała chatka, nocleg kosztuje 35 zł. Nie ma łazienki, ale można z niej korzystać w domu obok, w którym też jest możliwość noclegów. Wybrałyśmy chatkę, w której są dwa łóżka piętrowe i łóżko polowe. Byłyśmy w niej same. Bardzo przytulne miejsce, pani Marta która prowadzi miejsce, bardzo uprzejma. Jest też możliwość skorzystania z kuchni i przygotowania sobie posiłku. W miejscowości, kilka kilometrów wcześniej, na trasie jest sklep w którym można zrobić zakupy. 

Z Lubatowej do Rymanowa trasa jest przyjemna, ale druga część trasy tego dnia była dość nudna i spory fragment szłyśmy asfaltową drogą. Na szczęście już później nie było takich dni.  

16. Puławy Górne

Kilka osób polecało nam Salamandrę, ale akurat mieli rezerwacje na jakąś imprezę, poszłyśmy kawałek dalej do "Pod Polaną". Duży dom, pokój dla nas. nocleg- 60 zł. 

Na trasie do Komańczy Chata w Przybyszowie, w której warto się zatrzymać. Jest możliwość zjedzenia tam posiłku, ale trzeba dać znać właścicielom dzień wcześniej. Pysznie nas tam ugościli i ciężko było wychodzić. Bardzo przyjemne miejsce, do którego będę chciała wrócić. Można też skorzystać tam z noclegu. 








17. Komańcza

K 85 - dobre miejsce, polecane przez kilka osób na trasie. Nocleg 60 zł. Ponownie byłyśmy we dwie w czteroosobowym pokoju. Właścicielka ugotowała nam pyszny gulasz z ciecierzycy:) Przed domem znak pokazujący ile już za nami, ile przed nami. Dla nas była to już końcówka i wielka radość, że zostało 100 km do końca:) 

Trasa z Komańczy do Cisnej to 30 km bez możliwości uzupełnienia wody, trzeba wziąć zapas. 





18. Cisna 

Cisna 16, noclegi u Danusi, 40 zł za pokój dwuosobowy. Bardzo przyjemne miejsce plus można zrobić zakupy w Cisnej, iść do kultowej Siekierezady, gdzie jest kilka opcji wege, w tym pyszna zupa z soczewicy. 

19. Przystanek Smerek 

Nocleg w pokoju dwuosobowym 50 zł. Bardzo przyjemne miejsce, po dotarciu w Bieszczady trzeba przyznać, że jedzenie w tych schroniskach jest najlepsze. Wreszcie coś innego niż tylko naleśniki i pierogi. Bardzo smaczne jedzenie i duże porcje. Warto zaglądać. 

20. Ustrzyki Górne Hotel Górski PTTK 

Nocleg w pokoju dwuosobowym 60 zł. Tutaj też przyjemnie i smacznie. Tutaj już byłam kilka razy wcześniej i się nie zawiodłam. Jedzenie smaczne, jest miejsce żeby posiedzieć przyjemnie na zewnątrz nad rzeczką. Jest też basem, sauna i bania, którą można wcześniej zarezerwować. W Ustrzykach spędza się dwie noce. Fajnie, bo ostatni dzień można pokonać z lżejszym plecakiem, po tylu dniach z obciążeniem, ma się dobrze przyspieszenie bez dużego ciężaru:) 

Bieszczadzki fragment GSB zrobiłam już kilkukrotnie, a w tamtym roku zrobiłam go z bratem. Lubię te szlaki, szczególnie połoniny i ostatni dzień, a jeśli się dobrze trafi to z Halicza i Rozsypańca widoki się wyjątkowe. Udało się też tym razem, mocno wiało, ale przynajmniej widoki to wynagrodziły:) Polecam tylko ten fragment jeśli nie macie czasu na cały szlak. 


Ile kosztowały mnie takie wakacje? 

Na GSB można spać w terenie, albo w bazach namiotowych, zależy jak kto chce. Ja jestem zadowolona z rozplanowania, udało się przejść trasę bez przemęczenia, bez konieczności robienia dnia przerwy. 

Koszt noclegów na trasie wyniósł dokładnie 1085 zł. W Ustrzykach zostałyśmy dzień dłużej, ale było warto bo pogoda sprzyjała. Poza tym na trasie wydałam niecałe 600 zł, wychodzi jakieś 200 zł na tydzień, w tym już liczę jedzenie w schroniskach i zakupy na trasie. Koszt niewielki jak na trzy tygodnie w górach. 

Bardzo się cieszę,  że udało mi się przejść GSB w całości w takim czasie. Nie był to wysiłek ponad moje siły. Udało się idealnie zachować równowagę i nie zamieniać marszu w wyścig. Na trasie kluczowe jest codzienne sprawdzanie pogody i dopasowanie długości wędrówki do warunków. Poza jednym, prawie całym dniem w deszczu, udało się unikać ulew i przemoknięcia. Dobrze wspominam ten czas. Mało ludzi na szlaku, poza najpopularniejszymi szczytami na trasie, były dni, że w ciągu dnia mijałyśmy 4-5 osób. 










W razie pytań dajcie znać chętnie odpowiem i pomogę jeśli będę potrafiła. 




Wegańska tarta z pomidorami

Wegańska tarta z pomidorami

W sezonie na pomidory można poszaleć, lubię sałatki z pomidorów, gazpacho, sosy pomidorowe, ale ta tarta też jest wysoko na liście. Dzięki dodaniu oliwek do ciasta, smak jest znacznie lepszy:)





Składniki:
150 g mąki
75 g schłodzonego oleju kokosowego
15 oliwek
1 ząbek czosnku
1/4 łyżeczki soli
5 łyżek zimnej wody

Nadzienie
500 g pomidorków koktajlowych
2 łyżki oliwy
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka syropu klonowego
pieprz do smaku
kilka listków bazylii

Przygotowanie
Mąkę połącz z olejem, solą i wodą. Zagniataj ciasto i dodaj pokrojone drobno oliwki. Uformuj z niego kulę i włóż na godzinę do lodówki. W tym czasie rozgrzej na patelni oliwę i podsmaż pomidorki koktajlowe, kiedy zmiękną dodaj sos sojowy i syrop klonowy. Dopraw do smaku i odstaw do przestygnięcia.
Ciasto po wyjęciu z lodówki będzie twarde. Ugniataj je rękoma do póki nie stanie się plastyczne. Następnie rozwałkuj je, żeby powstał okrąg. Na środku rozłóż rabarbar, następnie brzegi zawiń na górę.
Piecz w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni ok 40 min.



                                                                    Smacznego!





 Mielone z soczewicy

Mielone z soczewicy

Soczewica to bardzo smaczna roślina strączkowa, w diecie roślinnej dostarcza sporo białka i innych witamin. W 100 g ugotowanej soczewicy jest około 9,02 g białka. Soczewica ma niską zawartość sodu i sporą ilość potasu - w 100 g ugotowanych ziaren znajduje się aż 369 mg tego pierwiastka. Soczewica jest zalecana w leczeniu anemii, zawiera sporą ilość żelaza (3,33 mg/100 g) i kwasu foliowego  (181 μg/100 g), które sprzyjają tworzeniu się czerwonych krwinek i podnoszą poziom hemoglobiny.





Mielone z soczewicy

Składniki:
1 1/2 szklanki ugotowanej soczewicy
1 szklanka kaszy jaglanej
1 średnia cebula
1 ząbek czosnku
1/2 szklanki zmielonego słonecznika/ orzechów włoskich
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
3 łyżki oleju/oliwy 
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka pieprzu ziołowego 
sól do smaku 

Przygotowanie:
1. Ugotuj soczewicę, żeby uzyskać 1 i 1/2 szklanki ugotowanej, potrzebujesz około 3/4 szklanki suchej soczewicy. Soczewicę gotuje się około 20 minut. Po ugotowaniu odstaw na chwilę do przestygnięcia. 
2. Kaszę gotuj około 15 minut, po tym czasie zostaw pod przykryciem na 5 minut. Następnie odstaw do przestygnięcia. 
3. Słonecznik lub orzechy upraż na suchej patelni, a kiedy przestygną zmiel je w młynku do kawy, albo w malakserze. 
4. Zblenduj soczewicę, kaszę, cebulę, czosnek, dodaj przyprawy. Stopniowo dodawaj mąką ziemniaczaną i zmielone orzechy. Nie blenduj masy na gładko, żeby kotlety miały lepszą strukturę. 
5. Formuj kotlety lekko naoliwionymi dłońmi. Możesz je usmażyć, ja wolę pieczone. Piekę je około 20 minut w temperaturze 180 stopni, po czym odwracam na drugą stronę i piekę kolejnych 5-7 minut. Najbardziej lubię je z ziemniakami i domową ćwikłą, albo kiszonkami. 




Żeby przygotowanie kotletów nie zajmowało za dużo czasu, można ugotować kaszę i soczewicę dzień wcześniej. 
Po upieczeniu przechowuję je w lodówce 3-4 dni.

Smacznego! 
Wegańska babka wiekanocna

Wegańska babka wiekanocna

Planujecie już menu na święta? Ja nie robię wiele, ale babka będzie:) Pyszna drożdżowa z dużą ilością rodzynek i skórki pomarańczowej. To stały punkt na świątecznym stole, pewnie nie tylko u mnie. 

Ciasto drożdżowe jest łatwe do przygotowania, to w wegańskiej wersji także. Oby Wam smakowało:) 





Babka wielkanocna

Składniki:
500 g mąki orkiszowej jasnej/ pszennej
50 g cukru/ ksylitolu
20 g drożdży/ 8 g drożdzy duchych
200 ml ciepłego mleka roślinnego 
50 ml oleju roślinnego
60 g rodzynek
50 g skórki z pomarańczy

Przygotowanie:
2 łyżki mąki wymieszaj z łyżką cukru i drożdżami, dodaj kilka łyżek ciepłego mleka. Wymieszaj dokładnie, przykryj miskę bawełnianą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce na około 30 minut. 
Do wyrośniętego zaczynu dodaj pozostałą mąkę, słodzik, mleko, olej i wyrabiaj ciasto. Na koniec dorzuć rodzynki i skórkę z pomarańczy. Ciasto ponownie zostaw do wyrośnięcia, na około 40 minut. 

Po tym czasie rozgrzej piekarnik do 180 stopni, ciasto przełóż do foremki na babkę, a jeśli jej nie masz, podziel na równe trzy części. Rozwałkuj dłońmi na trzy paski. Zapleć warkocz, a następnie zwiń w wieniec, jak na zdjęciach. 
Babkę piecz około 40 minut. wieniec 30 minut. 
Możesz polać lukrem, ja wolę puder, który robię z erytrolu, mielę go w młynku do kawy. 

Ciasto drożdżowe można zamrozić, kawałek drożdżówki z zamrażarce często się przydaje kiedy ma się ochotę na coś pysznego:)




Smacznego! 



Copyright © 2016 Ekocentryczka , Blogger