Wegańskie ciasto drożdżowe ze śliwkami

Wegańskie ciasto drożdżowe ze śliwkami

Cześć!

Ciasto drożdżowe z owocami, jeden z przyjemniejszych smaków dzieciństwa. Odtworzyłam go w wersji wegańskiej. W tamtym roku piekłam je głównie z jagodami, teraz czas na śliwki. Upiekłam i cała blacha skończyła się bardzo szybko. Wszystkim smakowało. 





SKŁADNIKI:
500g mąki pszennej (najlepiej tym 550) 
20 g świeżych drożdży

60 g słodzika (cukier/ksylitol/cukier kokosowy)
60 g oleju
150-200 ml mleka roślinnego
szczypta soli
owoce sezonowe - śliwki, jagody, morele, itp. 
opcjonalnie- cukier puder do posypania


Drożdże kruszymy w miseczce, dodajemy odrobinę letniego mleka, cukru i mąki. Odstawiamy na 15 minut do wyrośnięcia. 

Do gotowego zaczynu dodajemy mokre składniki i dokładnie mieszamy. Dodajemy przesianą mąkę i cukier. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy na około godzinę do wyrośnięcia.

Wyrośnięte ciasto wyrabiamy jeszcze przez kilka minut, powinno być miękkie. Przekładamy je do foremki wyłożonej papierem do pieczenia. Układamy na nim świeże owoce, zostawiamy na 5-10 minut do wyrośnięcia, a następnie wkładamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. 

Ciasto pieczemy przez 50-60 minut. Moje po 50 minutach było gotowe. Kiedy przestygnie kroimy, posypujemy cukrem pudrem.








Smakuje jak to, które robiła babcia. Jajka są zbędne. Bazowałam na przepisie ze starej książki kucharskiej znalezionej w domu, odjęłam tylko jajka i zamieniłam mleko na roślinne. Wyszło idealnie:) 

Smacznego!
Daria


Natu Handmade- peeling kokos wanilia

Natu Handmade- peeling kokos wanilia

Cześć!

Natu Handmade na niewielka marka, która ma w ofercie kilka bardzo ciekawych naturalnych kosmetyków.  Piszą o sobie: "Uwielbiamy siłę przyrody, jej dobroczynne działanie na naszą urodę i zdrowie, dlatego korzystamy z wysokiej jakości naturalnych składników. Tworzymy produkty nietestowane na zwierzętach, bazujące na składnikach roślinnych. Mamy ograniczone moce przerobowe i nie chcemy tego zmieniać, bo macie nas czuć w każdym kosmetyku. Jesteśmy bardzo wdzięczne za cierpliwe czekanie na to, co mamy do zaoferowania. Z błogosławieństwem Matki Ziemi dzielimy się jej darami odpowiednio przez nas łączonymi."



Kilka tygodni temu dostałam pięknie pachnącą przesyłkę ze wszystkimi wegańskimi kosmetykami marki. Peeling otworzyłam jako pierwszy. Pachnie przyjemnie, bardzo odprężająco i wywołuje uśmiech na twarzy. Dobrze działa, wygładza i nawilża skórę. 
Olej kokosowy wspaniale odżywia skórę i nadaje jej sprężystości, pozostawia przyjemny film ochronny. Dzięki najwyższej jakości solom przez skórę dostaje się do naszego organizmu ponad 90 mikro- i makroelementów, a olej ze słodkich migdałów sprawia, że nasze ciało jest nawilżone, dodatkowo zapobiega powstawaniu rozstępów.
Konsystencja jest gęsta, jednak peeling szybko topi się w dłoniach i dobrze rozprowadza się na ciele. Drobinki soli są malutkie i ostre, mimo to nie ma mowy o podrażnieniu skóry. Peeling ma bardzo dobry i krótki skład:
sól himalajska, nierafinowany olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, kompozycja zapachowa waniliowa, tapioka
Nie ma w nim nic wysuszającego, ani drażniącego. Zapach jest niezwykle przyjemny. Nie lubię duszącej wanilii, ta jest delikatna i w połączeniu w kokosem pachnie idealnie:)



Bardzo lubię ręcznie robione kosmetyki z małych manufaktur. Peeling wykonany ręcznie i w 100% z naturalnych olejów sprawia jeszcze większą przyjemność. Polecam go za względu na zapach, konstatację i działanie. Z przyjemnością będę do niego wracać. W kolejce czekają już kolejne produkty, o których napiszę kolejnym razem. 

Więcej o marce i założycielkach przeczytacie na stronie Natu Handmade. Robią mydło księżycowe które skradło moje serce! Polecam zobaczyć, jest wyjątkowe!




Znacie tą markę? Ten peeling jest idealny na długie chłodne wieczory, z przyjemnością zamówię kolejne opakowanie. 

Pozdrawiam,
Daria

Pożegnanie lata z marką Body Boom #seeyousummer

Pożegnanie lata z marką Body Boom #seeyousummer

Cześć!

W ubiegły weekend trafiłam do pięknego, ukrytego i zamkniętego na co dzień ogrodu w centrum Krakowa. Wszystko dzięki marce Body Boom i ich eventowi na zakończenie lata #seeyousummer. Pogoda dopisała i można było skorzystać z wielu ciekawych atrakcji- pójść do fryzjera, zrobić swoje małe florarium w butelce, pomalować porcelanową filiżankę, spersonalizować peeling, poradzić się trenera personalnego. 






Muzyka na żywo, piękna pogoda i dużo uśmiechniętych ludzi. To rzuciło mi się w oczy kiedy weszłam do ogrodu. Wszystko było pięknie przygotowane, estetycznie dopracowane w każdym szczególe. Takie wydarzenia zostają z pamięci na długi czas. 

Body Boom to marka, która zaczęła działalność peelingów kawowych do ciała. Teraz w ofercie dostępnych jest wiele wersji zapachowych, a także inne produkty pielęgnacyjne. Peelingi pięknie pachną, poza kawą są w nich naturalne oleje i olejki eteryczne. Dobrze złuszczają i wygładzają ciało, ale też nawilżają i pielęgnują skórę. Dostałam wszystkie zapachy i chętnie je wypróbuję. Do tej pory faworytem jest grapefruit, mango i czekolada. Peeling kawowy to jeden z najprostszych domowych kosmetyków, ale ciekawie podamy kusi żeby spróbować gotowych rozwiązań. Polubiłam ten produkt. 
Poznałam kilka ciekawych osób, mam namiar na dobre fryzjerki, pięknie spędziłam sobotę i wyszłam obładowana prezentami. Dzięki Body Boom! Znacie te peelingi?





















Były też pyszne soki małej Krakowskiej marki Raw Nest. Polecam zaglądnąć do ich małego lokalu na ulicy Barskiej. 





















Nicecream- najlepsze lody bananowe

Nicecream- najlepsze lody bananowe

Cześć!

Nicecream proste lody z mrożonych bananów to jeden z najlepszych deserów jakie odkryłam na diecie roślinnej. Wystarczą dojrzałe banany (są najsłodsze), obieram je, kroję w plasterki i zamrażam. Potem wystarczy zmiksować mrożone banany i lody gotowe. Proste i bardzo odkrywcze. Od kiedy je znam inne lody mogą dla mnie nie istnieć. Smakują każdemu, nawet przyjaciółka która nie lubi lodów często o nie prosi:) 

Same banany smakują bardzo dobrze, można dodawać do nich inne mrożone owoce, kakao, superfoods, które nadadzą ciekawego koloru. Zupełna dowolność. Latem to moje ulubione śniadanie. Są kremowe i puszyste, jeśli będziecie je dłużej blendować będą lepiej napowietrzone i lekkie. 

Do zrobienia lodów wybieram dojrzałe banany, na których pojawiły się już czarne kropki. Zielone, niedojrzałe zupełnie się do tego nie nadają, przez dużą zawartość skrobi są twarde i nie mają w sobie słodyczy. 

Nie ma na nie przepisu, można dodawać inne mrożone owoce. Bardzo lubię je z mango, malinami, jagodami czy zielone ze szpinakiem albo jarmużem. Udekorowane owocami, bakaliami, miętą wyglądają pięknie. To najlepsze i jednocześnie najłatwiejsze do zrobienia lody wegańskie. 

 Kilka zdjęć na zachętę do zrobienia tych pysznych lodów:) Polecam!


















To w 100% zdrowe lody, bez tłuszczu i zbędnych dodatków. Przyda się mocny blender, jeśli nie macie takiego odczekajcie chwilę, nie wrzucajcie bananów zmrożonych jak kostki lodu, żeby nie spalić sprzętu. Spokojnie zrobicie je też przy użyciu blendera ręcznego. 

Pozdrawiam,
Daria


The Secret Soap- szampon wzmacniający i krem winogronowy

The Secret Soap- szampon wzmacniający i krem winogronowy

Cześć! 

Dostałam te kosmetyki kilka miesięcy temu, ale zagubiły się przy przeprowadzce i niedawno je odnalazłam. Markę The Secret Soap znałam głównie z ciekawych mydeł do rąk, mają nawet mydło jaglane:) W ich ofercie jest też sporo kosmetyków, miedzy innymi kremy do rąk w wielu ciekawych wersjach zapachowych. 




Szampon wzmacniający ma sporo składników aktywnych, poprawia kondycję skóry głowy, wzmacnia łuskę oraz nawilżenie włosa. Witamina B3 wzmacnia cebulki, dzięki czemu włosy szybciej rosną i mniej wypadają. Ekstrakt z pokrzywy bogaty w witaminy i sole mineralne wzmacnia, przedłuża świeżość włosów i przeciwdziała powstawaniu łupieżu oraz nadmiernemu przetłuszczaniu się skóry głowy. 

Szampon  nie obciąża włosów, są po nim tak gładkie i miękkie. Dobrze się rozczesują i nie swędzi mnie po nim skóra głowy.  Kosmetyk pachnie przyjemnie, ma delikatnie ziołowy zapach. Wygodnie opakowanie z pompką bardzo mi odpowiada. Jestem z niego zadowolona. Teraz nie widzę go w ofercie, możliwe, że zmienił opakowanie. Był dobry, ale mam inne szampony do których chętniej będę wracać. 



Winogronowy krem do rąk skradł moje serce:) Zapach jest przyjemny i bardzo intensywny, kilka koleżanek kupiło ten krem po spróbowaniu. Jest bardzo gęsty i treściwy, dobrze nawilża dłonie. Ma dobry skład, 20 % stanowi masło shea. Miałam zapach winogronowy, w sklepie sprawdziłam też inne zapachy. Wszystkie są bardzo intensywne. Bardzo lubię kremy do rąk z masłem shea, dobrze pielęgnują dłonie, łagodzą podrażnienia, zmiękczają i chronią delikatną skórę. 
Krem dość szybko się wchłania, a małe opakowanie można mieć zawsze przy sobie. Jeśli nie przeszkadzam wam mocny zapach polecam spróbować. 

Wykończyłam też czarne mydło z węglem aktywnym. Zawiera także olej ze słodkich migdałów, arganowy, oliwę z oliwek i olej z pestek winogron. Węgiel ma działanie silnie oczyszczające i antybakterynje. Mydło dobrze sprawdziło się także do mycia twarzy. Mydło dobrze oczyszcza skórę, a dzięki zawartości olejów nie przesusza skóry i dba o jej odżywianie. Bardzo je polubiłam i chętnie kupię je ponownie. 





Znacie tą markę, może coś polecacie? 

Pozdrawiam,
Daria
Pierwszy Runmageddon. Jak było?

Pierwszy Runmageddon. Jak było?

Cześć!

Od dawna miałam na to ochotę, wreszcie zapisałam się na Rumnegeddon. W tym roku odpuściłam długie bieganie, ale cały czas biegam i sprawia mi to dużą przyjemność. Takie wyzwania lubię najbardziej. Nie sprawdzałam wcześniej przeszkód, nie stresowałam się i bardzo czekałam na ten start. Byłam ciekawa jak będzie. 



Rozgrzewka i start były w wodzie, ruszyliśmy cali mokrzy. Było ciepło i pewnie dlatego liczba startujących była rekordowa. Wybrałam Rekruta- około 6 kilometrów trasy i ponad 30 przeszkód. Biegać się nie dało, może łącznie przebiegłam 2 km, na trasie było tyle błota, że nie było to możliwe. To nie jest bieg na czas, liczy się dobra zabawa. To nie jest typowy bieg, ledwo się rozpędzisz już trzeba zwalniać i pokonać przeszkodę. Do niektórych były kolejki, nie mam pojęcia ile zajęło mi ukończenie trasy, to nie to samo co bieg uliczny. 




Pokonując czterometrowe ściany widziałam, że chcę to zrobić jeszcze raz! Nie sądziłam, że dam radę, ale udało się:) 





Wskoczenie do basenu z lodem też było wyzwaniem, tuż za nim było skakanie przez ogień. 



Ścian do przeskoczenia było wyjątkowo dużo. 



Indiana Jones- tak nazywała się ta przeszkoda. Na linę i do wody, mogłabym to powtórzyć:)



Pod tymi linami był basen, wpadłam do niego przy pierwszej próbie. Przy kolejnej przeszłam przez wszystkie liny. Zdecydowanie na przeszkoda wymęczyła mnie najbardziej. Dała też największą radość.



Było dużo ścian i czołgania się po błocie pod drutem kolczastym. To zdecydowanie moje ulubione momenty. Jak na placu zabaw. 







Czy pójdę jeszcze raz? Na 100%! Dobra atmosfera, ludzie na trasie na których można było liczyć i satysfakcja po skończonym biegu. Kolejne doświadczenie zdobyte, nowe przeżycie i apetyt na więcej:) Myślałam, że ominę sporo przeszkód, ale nie było takiej potrzeby. Udało się, gdzie trzeba było ktoś podsadził, ktoś podał rękę. Można się sprawdzić w trudnych warunkach, zdecydowanie lubię się wybrudzić i nie boję się trudnych przeszkód. Takie wyzwania mnie cieszą. Trochę znajomych deklaruje, że dołączy do drużyny przy kolejnym starcie. Ja na pewno się zapiszę. 





Startowaliście w Runmageddonie? Jakie macie wrażenia? 

Pozdrawiam,
Daria

Copyright © 2016 Ekocentryczka , Blogger