Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pai Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pai Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Ulubione w październiku:)

Ulubione w październiku:)

Cześć!

Ciepłe korzenne zapachy są idealne na jesień i zimę, cynamonowy peeling kivvi na bazie brązowego cukru dostałam w dobrym momencie:) Pachnie rewelacyjnie, intensywnie cynamonowo i działa bardzo dobrze, ale niestety małe opakowanie 120 ml, kosztuje aż 72 zł. Dostałam go w prezencie i bardzo polubiłam, ale nie będę do niego wracać. Mam w planie inny cynamonowy peeling, poszukam też olejku cynamonowego i zrobię cukrowy peeling domowym sposobem. 

Savon Noir to czarne mydło roślinne na bazie oliwek, używam do mycia twarzy i całego ciała. Można stosować go także jak peeling enzymatyczny. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, jedynym minusem jest to, że podrażnia oczy więc trzeba uważać. 



Krem do rąk Lavera  ma lekką konsystencję i dobrze nawilża skórę. Ma lekki przyjemny zapach, będę do niego wracać. Podobnie jak do cedrowej pasty do zębów Babuszki Agafii. Nie zawiera fluoru, a w ofercie jest kilka past z różnymi mieszankami ziołowymi. 
Wróciłam do oleju do włosów marki Khadi, olej stymuluje włosy do wzrostu i dobrze je pielęgnuje. Lubię jego ziołowy zapach, więcej na jego temat pisałam już TUTAJ.




Masło shea z olejkiem różanym polubiłam nie tylko za opakowanie, więcej przeczytacie TUTAJ. Na koniec balsam do ust marki Pai Skincare, ma w składzie kilka naturalnych olejów roślinnych i olejek z bergamotki. Pięknie pachnie, postaram się zrobić podobny:)




To wszystko w tym miesiącu. Chętnie poznam Waszych ulubieńców:)

Pozdrawiam!
Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Cześć!

Dawno nie pokazywałam ulubieńców, a mam ich kilku. Wszystkich używam od wielu tygodni i kilka z nich na pewno kupię ponownie. Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam:)

Zacznę od maski o twarzy z olejem arganowym So Bio, o której pisałam niedawno TUTAJ. Stosuję ją 2 razy w tygodniu i bardzo ją lubię. Pięknie pachnie cytrusami i jest bardzo odżywcza.  Kosztuje około 40 zł i na pewno będę do niej wracać. 

Krem wodny It's skin z witaminą C dostałam od koleżanki i bardzo przypadł mi do gustu. Krem spełnia rolę serum, widzę efekt rozjaśniający i rozświetlający na skórze. Oprócz witaminy C zawiera także wyciąg z zielonej herbaty. Stosowane systematycznie daje dobre rezultaty. Wiosną taka kuracja pomaga odżyć skórze i znacznie poprawia jej wygląd. Może polecicie mi jakieś inne serum z witaminą C?




Krem pod oczy marki balance Me  świetnie nawilża skórę i już mam kolejne opakowanie. Jest wydajny i ma świetny skład. 
Olej arganowy kilka razy w tygodniu zastępuje mi krem na noc i dobrze się sprawdza. Nakładam go też na końcówki włosów i skórki paznokci. To opakowanie mam już drugi miesiąc, ciągle jest go sporo. 

Krem do rąk Figs & Rouge z masłem kakaowym nie sprawdził mi się zimą za to teraz to mój ulubiony krem do rąk. Więcej na jego temat pisałam tutaj. Gdyby nie wysoka cena na pewno sięgałabym po niego częściej.

Miałam już kilka opakowań pinki antybakteryjnej z Bentley Organic. Wracam do niej, bo dobrze się sprawdza i jest bardzo wydajna. Nie przesusza dłoni, małe opakowanie nie ciąży mi w torebce. Sprawdza się kiedy nie mam gdzie umyć rąk, zwłaszcza w podróży.

Ostatnim kosmetykiem jest balsam do ust Pai Cosmetics, który pięknie pachnie bergamotką. W składzie jest też masło kakaowe i olej ze słodkich migdałów, masło shea i wosk pszczeli. Wszystko zamknięte w ładnym metalowym słoiczku.

 




To już wszystko, może miałyście kiedyś któryś z tych kosmetyków? Dajcie znać jak się sprawdziły:) 
Jakich Wy macie ulubieńców w tym miesiącu? 

Pozdrawiam!



Olejek z dzikiej róży marki Pai

Olejek z dzikiej róży marki Pai

Cześć!

To już moje kolejne opakowanie olejku do twarzy marki Pai z olejkiem z dzikiej róży. Olej z dzikiej róży jest nazywany olejkiem młodości, jest silnym antyoksydantem, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy i minerały. Wyraźnie spowalnia proces starzenia się skóry, redukuje zmarszczki i bruzdy, poprawia elastyczność skóry i jej poziom nawilżenia. 

Często występuje jako składnik produktów przeciwstarzeniowych oraz przeznaczonych dla skóry wymagającej szybkiej regeneracji. 
Badania kliniczne potwierdzają, że olej z dzikiej róży jest również pomocny przy redukcji blizn, oparzeń słonecznych i przebarwień skóry. 


Opis producenta:


100% czysty olejek z nasion dzikiej róży doskonale niweluje zmarszczki oraz blizny. Skoncentrowana formuła jest wyjątkowo bogata w witaminę A, która w naturalnej postaci nie podrażnia ani nie uczula nawet bardzo wrażliwej skóry.
Regularne stosowanie olejku (w szczególności wieczorem po starannym demakijażu) sprawia, że skóra odzyskuje swój blask, gładkość oraz elastyczność.
Polecany do skóry: wrażliwej, suchej oraz dojrzałej.
skład: 100% nasiona dzikiej róży tłoczone na zimno, witamina E.



Olejek brytyjskiej marki Pai Cosmetics  jest tłoczony na zimno i nierafinowany, co pozwala na zachowanie jego najcenniejszych właściwości. Olejek Pai jest w 100% organiczny, co potwierdza certyfikat Soil Association. Jest to również kosmetyk wegański i nie testowany na zwierzętach. 

Jest bardzo wydajny i łatwo go dozować, dzięki pipetce. Ma pomarańczowy kolor i przyjemy różany zapach.
Świetnie nawilża skórę, a przy dłuższym regularnym stosowaniu poprawia wygląd skóry. Stosuję go na noc, mieszam go z kremem, albo nakładam solo. W obu wersjach działa. Skóra jest nawilżona i promienna. Przyspiesza gojenia drobnych ran.





Olejek sprawdza się dobrze, jedyny minus to jego cena, w regularnej ofercie można go kupić za 99 zł. To sporo za 30 ml olejku. Lepszym wyjściem może się okazać zakup olejku z dzikiej róży w sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Ceny tam są o wiele niższe, a działanie jest na pewno zbliżone. Można go znaleźć między innymi TUATJ.




Używałyście kiedyś olejku z dzikiej róży, albo kosmetyków marki Pai?

Miłego dnia!
Tydzień w zdjęciach

Tydzień w zdjęciach

Cześć!

Kolejny tydzień minął nie wiem kiedy. Nadrobiłam sporo zaległości i myślałam nad nowymi wpisami. Nie wiem jak u Was, ale we Wrocławiu wiosna i szkoda siedzieć w domu:)
Zaraz zbieram się na długi spacer, ale najpierw krótkie  podsumowanie:

1. Nie mogę doczekać się sezonowych owoców, w między czasie kupiłam trochę słodkich winogron.
2. Ściereczka muślinowa marki Pai, jest dobrej jakości powinna wytrzymać dłużej niż poprzednie. 
3. Regenerum do paznokci działa:) Już dawno moje paznokcie nie były w tak dobry stanie. To pewnie zasługa olejowania i tej odżywki:)



4. Krem do rąk WISE, małe opakowanie 50 ml noszę w torebce. Świetnie nawilża, szkoda że ich kosmetyki są tak słabo dostępne. 
5. Spacer nad Odrą, nie jeden w tym tygodniu:)
6. Wreszcie doczekałam się na nowe odcinki Grey's Anatomy. To mój ukochany serial, lubicie?
7. Drewniany masażer z Body Shop odkryty na nowo:) Poszedł w odstawkę kiedy kupiłam szczotki, teraz nadrabiam. Drewniane kulki całkiem przyjemnie masują.
8. "Dzika droga" nie mogłam się oderwać od tej książki, polecam!
9. Chińskie warcaby. Bardzo je lubię, ostatnio gramy regularnie:)


Jak Wam minął tydzień?

Miłego dnia:)



Ulubieńcy września

Ulubieńcy września

Cześć:)

Kolejny miesiąc za nami, trochę poszperałam i znalazłam kilka kosmetyków, które zasłużyły na miano ulubieńców:) 

Na początek krem do rąk marki WISE, bardzo fajny kosmetyk. Dobrze nawilża, opakowanie z pompką jest bardzo wygodne. Małe krem- 50 ml noszę w torebce. Skład jest naturalny, znajdziemy w nim wiele olejów, wosk pszczeli, masło oliwkowe i witaminę E. Pełną listę składników i opis kremu możecie znaleźć TUTAJWISE to skandynawska marka produkująca naturalne kosmetyki, na pewno sprawdzę inne kosmetyki z ich oferty. 

Olej Tamanu opisałam niedawno TU, nie będę się powtarzać, ale musiał znaleźć się w ulubieńcach tego miesiąca. Podobnie tak krem do twarzy Pai skincare, który nadal stosuję. 


Po kosmetyki kolorowe sięgałam w tym miesiącu znacznie częściej niż zazwyczaj. Było to związane z licznymi próbami wykonania makijażu idealnego, który w końcu się udał:) Niezastąpione okazały się kosmetyki Dr. Hauschka, a dokładnie paletka nr 03 w brązach i odcieniach niebieskiego i tusz do rzęs o pięknym różnym zapachu- Volume Mascara
Cienie utrzymują się na powiece bardzo długo, a tusz mocno podkreśla rzęsy, mimo że jest to naturalny produkt. Więcej na temat tych kosmetyków możecie przeczytać TUTAJ.

Na koniec dwa produkty do ust, które uwielbiam i stosuje niemal codziennie. Pomadka Lily Lolo w odcieniu Love Affair delikatnie podkreśla usta, świetnie nawilża i długo się utrzymuje. Staram się zawsze mieć ją w torebce. 

Kolejna jest kredka do ust PIXI tinted brilliance balm, numer 2- Magnific Mauve. Jest trochę ciemniejsza od pomadki Lily Lolo, ale wygląda bardzo naturalnie. Nawilża usta i jest bardzo wygodna w aplikacji. Będę polować na nią na allegro, gdzie czasem się pojawia. 


To już wszystkie kosmetyki jakie dziś chciałam Wam przedstawić. Może już je stosowałyście?  Jakich Wy macie ulubieńców we wrześniu? Chętnie poznam Wasze propozycje:)

Pozdrawiam!

Pai Skincare  Macadamia& Rose

Pai Skincare Macadamia& Rose

Cześć!
Od kilku tygodni mam przyjemność stosować krem do twarzy marki Pai. Długo czekał na swoją kolej, kupiłam go już rok wcześniej, ale miałam w między czasie kilka innych kosmetyków do testowania. 
Bardzo lubię markę Pai, odkryłam ją kiedy mieszkałam w Anglii, tam jest bardziej znana i doceniona. Ich asortyment ciągle się powiększa, miałam okazję używać kilku produktów i byłam z nich bardzo zadowolona. U nas marka Pai jest mało znana, do tego bardzo droga i nie ma mowy o ciekawych promocjach typu dwa kremy w cenie jednego, tak właśnie kupiłam swój krem. Drugi podarowałam Wam kiedyś w rozdaniu:)


Krem do twarzy Macadamia& Rose jest przeznaczony do skóry suchej i dojrzałej. Nie jest odpowiedni do mojego typu cery, ale zachwycił mnie skład i zdecydowałam się na zakup. Znajdziemy w nim między innymi olejek makadamia, wyciąg z róży, wyciąg z ostu, masło shea, olejek z ogórecznika, glicerynę roślinną, witaminę E oraz olejek z grejpfruta, więcej znajdziecie na zdjęciu poniżej.
Niestety olejek różany jest nisko w składzie, mimo że występuje w nazwie. 


W kartonowym opakowaniu znajdziemy 30 ml kremu w ładnej szklanej buteleczce z pompką. To bardzo wygodne rozwiązanie, nie ma problemu z dozowaniem kremu, dodatkowo jest sterylne. 

Krem ma lekką konsystencję, mimo wielu olejów w składzie. Zapach jest delikatny, zdecydowanie najbardziej czuć różę. Dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Stosuję go na noc, dobrze służy mojej skórze. Rano jest nawilżona i wypoczęta. Zazwyczaj raz lub dwa razy w tygodniu zamiast niego stosuję olejek różany lub arganowy. 


Krem jest wegański, nie testowany na zwierzętach. Posiada certyfikat organiczny Soil Association. Zarówno kartonik jak opakowanie po kremie nadają się do recyklingu.


Krem jest godny uwagi, warto też zapoznać się z innymi produktami brytyjskiej marki Pai. Całkiem spory wybór znalazłam w jednym ze sklepów internetowych- KLIK.

Niebawem wykończę ten krem i niewykluczone że kiedyś do niego wrócę:) Teraz mam jeszcze dwa inne kremy w kolejce. 

Stosowałyście kiedyś kosmetyki marki Pai? Jakie są Wasze sprawdzone kremy na noc?

Pozdrawiam! Udanego weekendu:)




Moje domowe spa

Moje domowe spa

Zaczęłam dzień od pysznego i energetycznego szejka na śniadanie. Wyszedł bardzo kremowy i sycący. Miałam po nim siłę na zrobienie porządnego treningu.



Na drugie śniadanie, kolejny szejk. Korzystam z truskawek, które niedawno się pojawiły:) Zapomniałam na zdjęciu napisać, że dodajemy także wodę, ja dolałam niepełną szklankę.


Po treningu postanowiłam poświęcić więcej czasu na pielęgnację. Nie często można znaleźć czas, żeby wykonać kilka zabiegów jednocześnie, dlatego bardzo cieszą mnie takie dni:) Każda w Was na pewno ma swoje sposoby i pomysły na domowe spa.
Wbrew pozorom nie potrzebujemy wiele czasu, wystarczy godzina. Ważne żeby się wyciszyć i robić wszystko bez pośpiechu. 
Włączam muzykę zaparzam ziołową herbatę i do dzieła:)


Na początek szczotkowanie ciała na sucho, od tego zabiegu staram się zacząć każdy dzień. Przyznam, że nawet mi to wychodzi. Nie trwa to długo, a rezultaty są widoczne po kilku tygodniach regularnego szczotkowania. Polecam wszystkim.

Pielęgnację twarzy zaczęłam od peelingu enzymatycznego z miodem manuka, marki Living Nature. Następnie wypróbowałam maskę różną z Lavery. Zapach nie był za bardzo różany, ale maska  rozjaśniała skórę, po zmyciu skóra była nawilżona. Saszetka zawiera 10 ml, wystarczy na jeszcze jedno użycie. 
Wypróbowałam  także serum do twarzy Ren, które dostałam niedawno od koleżanki, a na koniec nałożyłam krem do twarzy Bio2You. Pod oczy używam ciągle kremu Sylveco, o którym już pisałam.
Po umyciu włosów, nałożyłam maskę różaną Lavery, jest bardzo gęsta, pachnie przyjemnie, niekoniecznie różą. Kupiłam ją na spróbowanie, 25 ml wystarczy na dwa użycia. Włosy wyglądają bardzo dobrze, są miękkie i nawilżone, może skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.


Zrobiłam też o peelingu ust, ciągle mam ten sam cukrowy peeling z Lush'a, bardzo go lubię. Spiłowałam paznokcie wmasowałam w nie masło cytrynowe marki Burt's Bees. Wykreowałam ręce i zabrałam się do czytania:)


W planie miałam jeszcze kąpiel, ale skończyło się na prysznicu, może wieczorem będę miała szansę wypróbować jakiś kosmetyk do kąpieli. 
Olejek do włosów nałożyłam jedynie na końcówki. 
W ciało wtarłam olejek Pai z jaśminem, do stóp użyłam kremu z Alverde.


Niedziela jest idealnym dniem na taki relaks, można ją spędzić bardzo przyjemnie. Mam nadzieje, że Wy też znajdziecie dziś chwilę dla siebie. 

Teraz zabieram się za sałatkę, którą przed chwilą zrobiłam, eksperymentuję z dressingami, dziś zrobiłam kokosowo- szczypiorkowy, wyszedł zaskakująco dobrze! Zapisuję nowe przepisy, jest ich już całkiem sporo. W końcu zbliża się sezon na sałaty:)



Dajcie znać jak wygląda Wasze domowe spa? 
Miłego popołudnia!


Ulubieńcy kwietnia

Ulubieńcy kwietnia

Przyszedł już czas na podsumowanie miesiąca, tym razem mam kilka fajnych kosmetyków godnych polecenia:)


Maska różana, Dr. Hauschka. Już kiedyś ją stosowałam, dobrze się sprawdzała. Podobnie jest tym razem. Ma konsystencję lekkiego kremu, odżywia i wygładza skórę. Pięknie pachnie, olejek różany pielęgnuje skórę,  nawilża i balansuje ją. Róża występuje tu w czterech postaciach- woda różana, wyciąg z kwiatów róży, wosk różany i olejek eteryczny z róży. Można zostawić ją też na noc, szybko się wchłania. Stosuję ją 2-3 razy w tygodniu, tubka ma 30 ml. Wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć twarz. 

Peeling do twarzy, Living Nature. Szkoda, że mam jedynie małe opakowanie, sprawdza się świetnie. To w 100% naturalny kosmetyk, do tego przepięknie pachnie, słodko i cytrusowo. Jest to peeling enzymatyczny, emulsję nakładam na twarz i zostawiam ją na około 10-15 minut. Odświeża cerę i nadaje jej promienny wygląd. Jest bogaty w enzymy między innymi miodu manuka, i zielonej herbaty. Skóra wygląda na wypoczętą. Plus za wydajność, używam go 2 razy w tygodniu, wystarczy mi na jeszcze kilka użyć, a stosuję go już ponad miesiąc. Kosmetyki marki Living Nature można znaleźć TUTAJ.

Balsam do ciała, Pai. Zawiera wyciągi z nagietka i żywokostu lekarskiego. Ma bardzo delikatny ziołowy zapach. Świetnie nawilża skórę, często w ciągu dnia stosuję go jako krem do rąk. Szybko się wchłania, skóra jest po nim mięciutka i wygładzona. Nadaje się do skóry suchej i wrażliwej. Ma właściwości odżywcze i ochronne. Opakowanie miało jedynie 100 ml i prawie się kończy, chciałabym w przyszłości do niego wrócić. 

Szampon do włosów suchych, John Masters Organics. Jeden z najpopularniejszych kosmetyków do włosów marki JMO, to jeden z niewielu organicznych profesjonalnych szamponów fryzjerskich. Składa się głównie z protein, aminokwasów i olejków roślinnych. Nie obciąża włosów, mam wrażenie że je zmiękcza. Po wyschnięciu moje włosy są lekko uniesione od nasady głowy. Dokładnie oczyszcza włosy, dobrze się pieni. Włosy po umyciu wyglądają na zdrowe, pięknie się błyszczą. jedyny minus to cena, bardzo wysoka jak na szampon. Jest wolny od wszelkich szkodliwych chemicznych substancji. Warto spróbować:)

Serum Omega 3-6, Bio2You. Organiczne serum do twarzy z kwasami omega 3 i 6 świetnie nawilża moją skórę. Nie jest konieczne nakładania kremu na serum, skóra jest nawilżona, gładka, promienna. Uwielbiam jego skład , zawiera liczna oleje między innymi- z róży piżmowej, ogórecznika, awokado, rokitnika, orzechów macadamia, oliwę z oliwek a także witaminy A i E. Na jego temat zrobię jeszcze oddzielny wpis, używam też mleczka tej marki. 



A teraz coś nie kosmetycznego, ucieszyłam się kiedy dowiedziałam się miesiąc temu że w Polsce pojawi się Women's Health. Kiedy mieszkałam w Anglii to było moje ulubione czasopismo, dlatego też kupiłam polskie wydanie. Magazyn jest dość obszerny, jest co poczytać, podoba mi się jego układ i przejrzystość.  
Jest sporo ciekawostek dotyczących zdrowego stylu życia, kilka ciekawych artykułów. Trochę się zawiodłam jeśli chodzi o aktywność fizyczną, nie znajdziemy propozycji dobrego treningu. Szkoda, ale może w kolejnych numerach będzie lepiej. WH ma wychodzić do dwa miesiące, pewnie nie będę  kupować każdego numeru, ale jeśli będzie warto na pewno sięgnę po to pismo. 
To już wszystko co chciałam Was przedstawić. 

Może Wy macie swoich ulubieńców w tym miesiącu?

Pozdrawiam!



Pai cosmetics moje nowe zdobycze:)

Pai cosmetics moje nowe zdobycze:)

Udało mi się kupić dwa zestawy Pai cosmetics w świetnej cenie, za oba zapłaciłam 13 funtów:) Ucieszyłam się, bo lubię tą markę, ale regularne ceny mają wysokie. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach i są oznaczone certyfikatem Soil Association.



Dwa pudełeczka kryją 4 produkty.


Olejki są w szklanych buteleczkach, każda po 50 ml. Niewielkie, ale wydajne,bardzo gęste. Nakładam je zwykle na mokrą skórę. Oba w tej samej nucie zapachowej Jaśmin i olejek may chang, jednak jeden relaksujący, drugi pobudzający. Pięknie pachną, bardzo orzeźwiająco,tak jak lubię. Świetnie nawilżają skórę. Już nie pamiętam kiedy ostatnio używałam balsamu do ciała. Oleje zdominowały moja pielęgnację:)


Teraz drugi zestaw. Balsam do ciała oraz sól do kąpieli mają bardzo ładne opakowania. Wypróbowałam balsam, ale zachowam go na jakiś wyjazd, bo jest mały- 100 ml. i bardzo lekki, nie wyleje się w bagażu. Ma na czele składu jeden z moich ukochanych składników- nagietek, cudowny kwiatek:) Łagodzi wszelkie podrażnienia i cudownie koi i nawilża skórę.


Sól do kąpieli zamknięta jest w szklanym słoiku. Lubię takie opakowania, przyda mi się później na domowe peelingi. Nie podoba mi się zapach, jakiś taki medyczny, szpitalny..Używam jej do moczenia stóp.
Wszystkie produkty są ważne przez 6 miesięcy od momentu otworzenia.
Pewnie nie zdecydowałabym się na zakup w normalnej cenie, ale takie promocje mi odpowiadają:)
Jest kilka angielskich marek organicznych, które bardzo cenię. Pai jest jedną z nich:)
KONKURS

KONKURS

Witam wszystkich.
Cieszę się, że zaglądacie na mojego bloga i zostawiacie komentarze dlatego przygotowałam dla Was konkurs.
Chcę żebyście pod tym postem pisali co było dla Was najciekawsze i o czym chcielibyście przeczytać w przyszłości, może coś szczególnie Was interesuje?
Wybiorę trzy najciekawsze wypowiedzi i nagrodzę szczęśliwców kosmetykami, które uwielbiam i o których możecie przeczytać na moim blogu:
I nagroda
Balsam Figs & Rouge, pędzelek Eco tools oraz próbki Pai Cosmetics.

II nagroda
Balsam Figs & Rouge i próbki Pai Cosmetics

III nagroda
Balsam Figs & Rouge oraz próbki Pai Cosmetics.

Wyniki ogłoszę za dwa tygodnie, 6 grudnia.
W konkursie mogą brać udział obserwatorzy mojego bloga, którzy zostawią komentarz oraz umieszczą informację o konkursie na swoim blogu - bardzo proszę o link.

Czekam na komentarze:)
Powodzenia!
Pai Cosmetics

Pai Cosmetics

Dziś przyszły do mnie wyczekiwane próbki. Od dawna chciałam spróbować kremu z Pai Cosmetics, jednak nie mogłam się zdecydować który będzie dla mnie odpowiedni. Kremy są drogie, w Anglii ceny wahają się od 19- 26 funtów, więc sporo. W Polsce też znalazłam je w sklepie internetowym w jeszcze wyższej cenie.
Opakowania są proste,a przez to niezwykle piękne. Marka jest całkowicie organiczna. Kremy odpowiednie dla wegan, nie ma w nich żadnych produktów, ani półproduktów  pochodzenia zwierzęcego. 

Będąc w Anglii można zamówić próbki kremów dla dwóch rodzajów cery- suchej oraz mieszanej. W każdym zestawie przychodzą dwa małe woreczki z trzema produktami po 5 ml.. Jeden zestaw to aż 30 ml kosmetyków. Kremy plus żel do mycia twarzy. To całkiem sporo, oczywiście zamówiłam oba warianty, żeby się przekonać jak zadziałają. 

Wypróbuję i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Próbki są darmowe, trzeba zapłacić za koszt przesyłki. Już nie ryzykuję z drogimi kremami,  już niejednokrotnie kupowałam drogi kosmetyk, a potem wcierałam go w stopy, bo do twarzy się nie nadawał. 
Do tej pory próbowałam jedynie balsamu do ust.
Skusiłam się jakiś czas temu, potem odkupiłam sobie kolejne opakowanie już w metalowym pojemniczku.
Jest przyjemny w użyciu, bardzo dobrze nawilża usta. Zawiera wyciąg z 100% organicznej bergamotki. Według  mnie smakuje jak herbata Earl Grey.
W składzie zajdziemy wosk pszczeli, więc nie jest to wegański produkt. Olejek ze słodkich migdałów zmiękcza usta. Idealny na spierzchnięte zimą usta.
Mam wielką ochotę wypróbować olejku z dzikiej róży w pięknym flakoniku. Mam słabość do takich pięknych kosmetyków, ale muszę wykończyć olejki które mam.
Pai Cosmetics ma przyznane trzy certyfikaty:


Uwielbiam testować takie cuda.
Kolekcjonuję małe przyjemności, to dla mnie wielka radość:)

Copyright © 2016 Ekocentryczka , Blogger